Zawsze bardzo chciałam zwiedzić Paryż. Często wchodziłam na google earth by znaleźć się tam, chociaż w taki sposób. Gdy mama zgłosiła mnie do Fundacji Mam Marzenie, od razu wiedziałam o co poproszę 🙂 Musiałam wprawdzie czekać na spełnienie marzenia prawie rok, ale to nic nie szkodzi. Było warto.
10.09 rano, rozpoczęła się nasza podróż. Najpierw musiałam pojechać z mamą pociągiem do Warszawy, gdzie czekała na nas wolontariuszka z Fundacji Mam Marzenie. Linda, bo tak miała na imię wolontariuszka zawiozła nas na lotnisko do Modlina, skąd lecieliśmy do Francji. Z lotniska odebrał nas Pan Krzysztof i Pani Kasia. Nie mogłam się doczekać kiedy dotrzemy do Paryża. Jak tylko z oddali zobaczyłam wieżę Eiffla, minęło mi zmęczenie 🙂 Ale pierwszego dnia nie mieliśmy w planie jej zwiedzania. Gdy dotarliśmy do hotelu, zjedliśmy i troszkę odpoczeliśmy, Pan Krzysztof, Pani Kasia i Pani Roma zawieźli nas na rejs po Sekwanie. Niestety, po drodze rozbolał mnie brzuch i musieliśmy z niego zrezygnować.
Następnego dnia rano, na zwiedzanie miasta zabrała nas Pani Dorota. Pojechaliśy metrem. Najpierw wieża Eiffla. Na górze czułam się trochę jak na Pałacu Kultury 🙂 Tylko trochę większym. Widoki były śliczne.
A tutaj wygłupy na wysokościach z Lindą 🙂

Potem przeszliśmy się uliczkami w poszukiwaniu miejsca na obiad. Znaleźliśmy miłą kafejkę, gdzie jadłam ślimaki i mule. Ślimaki były całkiem smaczne, mule trochę mniej, ale i tak zjadłam. Oto dowód 🙂

Oczywiście na deser obowiązkowo krem brulee. Po obiedzie, zwiedziliśmy Katedre Notre Dame a potem Łuk Triumfalny.
Było naprawdę super. Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem. Nie miałam już na nic siły, bo znowu bolał brzuch.
W sobotę rano, na śniadanie postanowiłam jeść tylko suchy chleb aby uniknąć bólu brzucha, bo w planie był Disneyland 🙂 Ten park, naprawdę robi wrażenie. Było fantastycznie! Najbardziej podobała mi się wyrzutnia Space Montain. Było bardzo strasznie, tak strasznie, że aż fajnie. Inne atrakcje też były wspaniałe. Trochę zabawę psuł nam deszcz, ale nie było źle. Do hotelu wróciliśmy po 24. Byłam zmęczona jak nigdy w życiu.
Niedziela to nasz ostatni dzień na zwiedzanie. Pojechaliśmy razem z Lindą do Luwru. Bardzo mi się tam podobało. Koniecznie musiałam zobaczyć Mona Lise i Wenus z Milo. Najbardziej jednak podobały mi się sale ze starożytnego Egiptu. Oczywiście całego Luwru nie udało się zobaczyć, bo nie miałyśmy już siły, ale i tak warto było tam wejść 🙂
Potem poszłyśmy poszwędać się po Paryżu – plac Pigalle, Moulin Rouge, wzgórze Montmarte z Bazyliką Sacre-Coeur. Było cudnie. Wieczorem pożegnalna kolacja i wręczenie dyplomów spełnionego marzenia.

Poniedziałek rano, to już tylko spacer po okolicy i wyjazd, bo o 15.00 mieliśmy samolot do Warszawy. W domu byłam o 24.00.
Były to fantastyczne dni! Poznałam bardzo miłych ludzi i przeżyłam cudowne chwile. Nie żegnam Paryża, tylko mówię mu DO ZOBACZENIA, bo jeszcze kiedyś tam wrócę 🙂
Dominika
Ps. Ja chciałam tylko dodać, że w Paryżu gościłyśmy na zaproszenie Polonii francuskiej. Przesympatyczni, ciepli i wrażliwi ludzie. Organizują różne akcje aby zdobyć pieniążki na spełnianie marzeń polskich, chorych dzieci. Pisząc to wzruszam się, bo okazano nam tam tyle serdeczności, że trudno to opisać. Dobrzy ludzie są wśród nas, czasami tylko trzeba się rozejrzeć. Dziękujemy 🙂
Nie wiem, czy Lindo tutaj trafisz, ale jako, że to nasza strona – Tobie także dziękujemy za Twoje szaleństwa i cenne nauki 😉