Z drugiego pokoju słychać turkot kamizelki przerywany kaszlem. Ot zwyczajny wieczór w naszym domu. Inhalacja, drenaż to jakieś 45 minut z dnia życia Dominiki, potem kolacja, góra leków,  mierzenie cukru, podawanie insuliny… Nie tak łatwo znaleźć dobre miejsce do wkłucia przy tym chudym ciałku ale Dominika dzielnie wbija igłę w udo… Patrzę na nią i podziwiam. Uśmiechnięta buzia, która zawsze ma coś do opowiedzenia, przecież tyle się dzieje. Słucham i jestem szczęśliwa, że ma wokół siebie fajne koleżanki i masę spraw do załatwienia. Nie żyje chorobą, nie skupia się na niej. Każdy kto ją zna, twierdzi, że jest niesamowita. Od września nowa szkoła, nowe znajomości. Wychowawczyni mówi, że gdyby nie wiedziała, że jest tak poważnie chora to nigdy w życiu by na to nie wpadła. Świetna uczennica – na półrocze średnia 5,26 a to I klasa gimnazjum, więc nie przelewki, zawsze uczynna i zaangażowana… Jesteśmy z niej bardzo dumni. Uśmiecham się. Tak mam wspaniałe dziecko… Gdzieś z tyłu głowy natrętna myśl, jakby to było gdyby była zdrowa?  Gdyby nie ten kaszel i urywany oddech… Gdyby nie nagłe rozdrażnienie i płacz, który na bank oznacza niski cukier… Gdyby nie marskość wątroby i wizja przeszczepu…  Gdyby nie wieczna troską o nią, którą staramy się ukryć aby miała normalne życie…  Jakby to było? Nasze życie to tu i teraz. Nie planujemy, nie snujemy planów na przyszłość, ważne jest TERAZ. Pewnie, że mamy marzenia, małe i duże. Wierzymy, że się spełnią, bo życie bez wiary w lepsze jutro nie miałoby sensu. Nie lubimy narzekać. Ostatnio usłyszałam, że wypieram chorobę. Zrobiłam szybki rachunek i chyba coś w tym jest, bo która matka na pytanie jak się ma jej dziecko odpowiada – „jest super, wprawdzie ma już pełną marskość i musimy ją obserwować aby odpowiednio wcześnie zareagować, ale jest dobrze, chodzi do szkoły, spotyka z przyjaciółmi, jest dobrze…” Pewnie wiele osób usłyszało ode mnie taką regułkę. Czasami mam wrażenie, że to moja mantra… Jest dobrze, jest dobrze… Przecież podobno jest coś takiego jak siła przyciągania – jeżeli będziemy myśleć pozytywnie – będzie dobrze. Pewnie, że czasami w zaciszu czterech ścian, gdy zwija się z bólu lub nie śpi przez męczący kaszel, trudno powtarzać jest dobrze… Mukowiscydoza jest podstępna…  Kogoś kto jej nie zna, łatwo może oszukać… Bo kto uwierzy, że ta śliczna, uśmiechnięta dziewczynka codziennie toczy walkę?  Potrzebuje pomocy i  wsparcia? A matka to nie „Siłaczka” tylko słaba istota, która dodaje sobie siły i otuchy powtarzając swoją mantrę – „jest dobrze, jest dobrze…”