Koniec roku to czas gdy większość z nas  „rozlicza” miniony rok. Siłą rzeczy i ja wzięłam się za podsumowania. Na pierwszy ogień poszły finanse, a ściśle rzecz biorąc wydatki na leczenie Dominiki. Po zsumowaniu wszystkich faktur, niestety małe rozczarowanie, bo to już 3 rok z rzędu gdy wydaliśmy więcej niż udało nam się zebrać z 1%. Troszkę to przerażające, człowiek czuje się bezpieczniej gdy jednak coś tam zostaje na „czarną godzinę”. Przy tych „rozliczeniach”, od razu pomyślałam o mojej znajomej Eli, która ratuje nas od czasu do czasu Kreonem czy solą do inhalacji. Od razu w myślach wyraziłam swoją wdzięczność, posyłając do niej ciepłe myśli (ciekawe czy doleciały 🙂 ) Dziękuję, że jesteś. Następnie, dość niechętnie wzięłam się za podsumowanie stanu zdrowia najważniejszej w rodzinie. I tutaj też, że tak się wyrażę szału nie ma. Osteopenia zamieniła się w osteoporozę, nietolerancje glukozy w cukrzycę, do tego doszła jej nietolerancja fruktozy, która razem z nietolerancją laktozy stanowi dla nas niezłe wyzwanie dietetyczne, ale pomalutku waga idzie w górę. Póki co z siatek centylowych nie dajemy się wypchnąć. Do tego niestety doszły żylaki przełyku, gastropatia, małopłytkowość, splenomegalia i marskość wątroby. Przyznaję, że to ostatnie spowodowało, że przestaliśmy martwić się cukrzycą (phiii też mi problem) a także innymi „niedogodnościami” i skupiliśmy się w 100% na wątrobie.  Usłyszeliśmy też, że czas zacząć myśleć o przeszczepie wątroby ale spychamy tą informację daleko w podświadomość  i staramy się na tym nie skupiać, chociaż przyznaję, że różnie to nam wychodzi. Rok 2015 to rok częstych pobytów w szpitalu, praktycznie co 6 tygodni trafialiśmy na oddział do CZD, na szczęście pobyty te nie są długie i zwykle po 5-6 dniach byłyśmy już wolne. Ostatnio miałyśmy przerwę 10 tygodni co dobrze wróży i kolejny pobyt 6 stycznia 2016 więc mam nadzieję, że nowy rok, będzie obfitował w rzadsze wizyty. W tych moich „rachunkach” znalazły się też miłe rzeczy. Po pierwsze mukowiscydoza za bardzo nie szaleje w płucach, wprawdzie spirometria oscyluje na granicy 80, ale nie dobywa nowych zmian, Dominika za dużo nie choruje czyli jest pozytywnie. Do tego nowa szkoła a tam też same ochy i achy 🙂 Dominika ma dużo fajnych dzieciaków wokół siebie, jest lubiana a to bardzo ważne. Mąż ma pracę, otaczają nas w większości wspaniali ludzie, nasi bliscy są zdrowi… Zawsze znajdzie się jakiś powód do radości 🙂 Czego życzę sobie i moim bliskim w Nowym Roku? Tak naprawdę niczego… Nauczyłam się już przyjmować to co daje mi los… Choroba dziecka bardzo szybko uczy nas pokory…  ale także doceniania małych spraw i gestów.  Wierzę, że 2016r da nam wiele szczęśliwych chwil. I takich chwil, życzę wszystkim czytającym. Do Siego Roku 🙂