Powróciłyśmy! 8 dni na oddziale szpitalnym, to zdecydowanie za dużo. Miało być szybko i bezboleśnie a tym czasem, jak to w ostatnim czasie bywa – było długo i ciężko. Ale od początku…
24 maja pełne optymizmu stawiłyśmy się na oddział diabetologii celem włączenia insuliny przy NIETOLERANCJI GLUKOZY w przebiegu mukowiscydozy. Pocztkowo wszystko było pięknie, cukry przyzwoite, wszyscy bardzo mili, nastroje pozytywne. Jako, że Dominika ma problemy z brzuchem, w poniedziałek postanowiono zrobić nam USG jamy brzusznej oraz badania z krwi. No i się zaczęło… Badanie było robione przez naprawdę wspaniałego Docenta, niesamowicie ciepłego, ze wspaniałym podejściem do dzieci, powiem, że nikt nigdy tak długo jej nie oglądał. Niestety wyniki nie są fajne… Nie będę pisała o wszystkich nieprawidłowościach, bo nie mam siły, ale najbardziej niepokojąca jest śledziona i niskie płytki krwi oraz białe krwinki, które prawdopodobnie są niszczone właśnie przez sledzionę.
Następnego dnia mała złapała jakiegoś wirusa i dwa dni spędziła w łóżku. Po tej wirusówce morafologią już zupełnie nam się rozsypała. Przy okazji w badaniach krwi wyszły inne „kwiatki” , więc postanowiono powtórzyć krzywą glukozową. Wynik nas zaskoczył, gdyż u małej stwierdzono CUKRZYCĘ. Włączono insulinę. Na razie Lantus jako baza oraz Apidra do śniadania i kolacji. Przez 2 tygodnie mamy obserwować jak wyglądają cukry w warunkach domowych i 15. 06 na wizycie w poradni będziemy modyfikować leczenie. Powiem, że na diabetologii przebadano nas chyba pod każdym możliwym kątem, Echo serca i EKG – wykazało tachykardię zatokową, czyli nie związaną z problemami kardiologicznymi, po konsultacji z IMID – kazano włączyć Helicid na noc, bo być może ma to związek z refluksem. Dominika miała też USG płuc oraz chyba wszystkie możliwe badania z krwi.
W końcu dzisiaj morfologia była na tyle dobra, że wypuszczono nas do domu. W czerwcu podczas pobytu na gastrologii będziemy myśleć co dalej z tym nieszczęsnym brzuchem zrobić.
A w tym wszystkim Dominika, zupełnie wyluzowana 🙂 Od samego początku, sama podaje sobie insulinę, łaskawie zgodziła się abym ja dwa razy jej podała, w obawie, że kiedyś będzie taka konieczność a ja sobie nie poradzę. Podziwiam ją, za ten luz w każdej, nowej, nieprzewidzianej sytuacji. Wszyscy na oddziale byli oczarowani jej radosnym usposobieniem, że nigdy nie narzeka i się nie skarży. Na każde pytanie – jak się czujesz – mała odpowiada – dobrze 🙂 Taki jasny promyczek z niej, nie sposób się smucić patrząc na tą uśmiechniętą buzię.
Ostastnio obiecałam radosny wpis i obiecuję, że jeszcze w tym tygodniu coś naskrobię. A na razie mała ma wolne do końca tygodnia aby ustawić dawki insuliny co by nas nic niezaplanowanego w szkole nie spotkało.

Dodaj komentarz