„Atrakcji” co niemiara. Cukry, które czasami są idealne,  za chwilę skaczą wysoko w górę lub przeciwnie, niebezpiecznie lecą w dół.  W niedzielę, jedziemy  rozwikłać tą zagadkę – pobyt na oddziale celem ostatecznego podjęcia decyzji czy mała wchodzi w insulinę czy jeszcze możemy czekać. Nie możemy się doczekać aż rozwiążemy tę sprawę i wszystko będzie jasne. Inna „atrakcja” to ciągle bolący brzuch. Ból jest tak mocny, że wybudza Misię ze snu a potem ciężko wstać do szkoły. Mała ma podejrzenie nietolerancji fruktozy. Po odstawieniu soków i owoców jest lepiej ale nie idealnie. Teraz spróbujemy ograniczyć do minimum spożycie mąki pszennej i jogurtów owocowych. Biorąc pod uwagę fakt, że Dominika ma jeszcze nietolerancję laktozy i musimy ograniczać cukry proste, to coraz trudniej ją żywić. Kolejna „atrakcja” to palpitacje. Od października mała ma problemy z przyśpieszającym serduszkiem, myśleliśmy, że to wina Ventolinu ale lek został odstawiony w grudniu a palpitacje zostały.  Puls mierzony w trakcie szybszego bicia serduszka wynosi ok 125 a gdy dochodzi do 130 pojawiają się bóle w klatce piersiowej. Dostaliśmy skierowanie do szpitala aby podłączyć małej Holtera, który monitoruje serduszko ale najpierw musimy uporać się z cukrami.   I na koniec – chociaż chyba powinnam napisać to na początku 🙂 Dominika musi nosić okulary. Trochę mnie to zdziwiło, bo absolutnie niczego nie zauważyłam… Mamy jeszcze klika innych małych „atrakcji” ale najpierw musimy się uporać z tymi głównymi.. I właśnie takie u nas „kwiatki”. Mam wrażenie, że ostatnio piszę tylko o tym co nas martwi i niepokoi, ale obiecuję poprawę i wpis z kategorii „chwalę się, bo mam kim”  🙂