Czasami spotykam się z opinią, że wg blogu Misi, „ta mukowiscydoza” to nic wielkiego. Patrząc na zdjęcia i codzienność przedstawianą tutaj, mamy wrażenie, że to przysłowiowy „pikuś”. Ale czasami spotykam się też z opinią, że dzięki stronie Misi, rodzice nowo zdiagnozowanych dzieci zdobywają bardzo cenną wiedzę, widzą, że oprócz szarej rzeczywistości jest też czas na radości. A ja uwielbiam pisać o tych radościach, a że moje dziecko to iskierka pełna życia cieszę się, że mogę się z tym dzielić. Ale, żeby była zachowana równowaga, czasami też trzeba ponarzekać 🙂 

Ostatnio jedynym powodem do zmartwień jest waga Misi, która nie chce drgnąć. Codziennie rano, waga pokazuje 28,800kg i ani grama więcej. Ciągle modyfikujemy dawki kreonu, co nie jest łatwe. Przed każdym posiłkiem sprawdzam ile zawiera tłuszczu, po czym szybciutko przeliczam ile jednostek lipazy mała ma zażyć. Mimo, iż jestem po ekonomii, jestem niezmiernie wdzięczna, że w telefonie jest taka aplikacja jak kalkulator 🙂 Sukcesów w przybieraniu na masie nie ma, ale są za to w szkole. W ostatnim czasie, Dominika razem z kolegą z klasy i starszą o rok koleżanką (a właściwie o 2 lata, bo Dominika w V klasie znalazła się o rok wcześniej) zajęli  I miejsce w V Miejskim Konkursie Języka Angielskiego. Dzieciaki były niezmiernie dumne, bo zwycięstwo zdobyli w dogrywce. W tym tygodniu Dominika zagarnęła też II miejsce w szkolnym konkursie ekologicznym i również II w międzyszkolnym konkursie literowania po angielsku. To drugie II miejsce, troszkę ją rozczarowało, bo z angielskiego Misia ma dużeeeee ambicje, ale udało mi się ją przekonać, że to też wspaniałe osiągnięcie, tym bardziej, że walka była bardzo zacięta. Teraz pozostał bardzo pracowity tydzień, a 25 maja wyczekiwany wyjazd na klasową wycieczkę do Zakopanego. Po powrocie wystawianie ocen i żegnaj szkoło.