I nowy rok szkolny rozpoczęty. V klasa – jakoś trudno uwierzyć. Czasami mam mieszane uczucia, że posyłając Misie rok wcześniej do szkoły, funduję jej przyśpieszone dorastanie. Ale skoro powiedziało się A trzeba powiedzieć i B 🙂 Dam radę, dam 🙂 Bo, że Misia daje, to chyba nie muszę pisać. Piąta klasa podobnie jak i wszystkie wcześniejsze, zapewnia małej mnóstwo zajęć dodatkowych i chyba nie muszę pisać, że znowu jest ich w grafiku Dominiki pełno: koło matematyczne, teatralne, plastyczne, angielskiego, mażoretki.. oj zajęte mam dziecko. Ale się przyzwyczajam, że dzień małej musi być zapełniony i ciągle musi się coś dziać, inaczej moje dziecko jest nieszczęśliwe i samotne. Taki typ. A dzisiaj Dominika, dzięki Fundacji Matio, rozmawiała po angielsku z wolontariuszką z Indonezji. Wielka to frajda dla małej. Takie trochę nieświadome szlifowanie języka, a 10-latka ma jeszcze dużooo do opanowania. Fajnie, jakby udało się takie pogaduchy organizować chociaż raz w tygodniu. Moim marzeniem jest aby Misia posługiwała się biegle chociaż dwoma językami. Jestem święcie przekonana, że w przyszłości ułatwi jej to życie. Teraz uczy się angielskiego, ale jak zapał jej nie opuści za rok zacznie naukę drugiego języka. Misi marzy się francuski albo hiszpański a najlepiej oba 🙂 Noo ale taka jest.
Oprócz tego, że dziecię żyje szybko, nic niepokojącego się nie dzieje. We wrześniu mamy wizytę w CZD i wierzę, że nic mnie tam nie zaskoczy.

Dodaj komentarz