Trasę do Warszawy pokonujemy kilka razy w roku do ponad 8 lat. Mamy ten komfort, że czeka tam na nas zawsze mieszkanie ukochanej cioci Misi, w którym możemy się zatrzymać. Za każdym razem gdy mijamy jakieś niezwykłe miejsca mówimy „ooo tu musimy kiedyś przyjechać”. Tym razem postanowiliśmy to zrealizować. Troszkę dzięki moim rodzicom, których tym razem zabraliśmy do stolicy. I tak…

Najpierw Golub-Dobrzyń i zwiedzanie zamku.

Kto pomyśli tu życzenie, temu na pewno się spełni 🙂 – wierzymy Pani przewodnik i czekamy.

 

Potem Sierpc, i Skansen – naprawdę warto! Cudowne miejsce, jeszcze kiedyś tam wrócimy.

 

Następnego dnia, jak przystało na turystów, zabraliśmy się za zwiedzanie Warszawy.

Trafiliśmy na piknik medyczny, na którym Misia miała okazję uratować człowieka :), przeszczepić nerkę misiowi oraz zszyć jak na chirurga przystało, skórę banana 🙂

 

W takich miejscach, promuje się zwykle zdrowy tryb życia, a więc był też czas na zabawę 🙂 i odpoczynek, mamie bardzo potrzebny.

 

Po miłej sobocie i niedzieli, nadszedł poniedziałek i „maraton”. Najpierw wizyta w poradni gastroenterologicznej w CZD. Misi pobrano krew na próby wątrobowe, które ostatnio zaszalały i wyszły podwyższone, oraz na zawartość witaminy E, która także była podwyższona. Na wyniki czekamy ok 3 tygodni. Zostaliśmy też umówieni na badanie gęstości kości ale to dopiero we wrześniu.

Po wizycie w Centrum, „szybki” przejazd przez Warszawę i wizyta w poradni mukowiscydozy w IMID. Najpierw kardiolog – wszystko w granicach normy, potem antropolog – waga i wzrost poniżej 25 centyla i niezbyt gruba tkanka tłuszczowa, plwocina (wynik za 2 tygodnie)  i wizyta u naszego ukochanego doktora. I tutaj pełnia szczęścia, bo dziecko na słuchawkę idealnie czyste. Usłyszeliśmy, że jest cudnie i z umówionym terminem październikowym, na którym mała będzie miała rtg płuc, opuściliśmy gabinet.

Zadowoleni ale zmęczeni udaliśmy się w drogę powrotną. Ale z dobrymi wiadomościami zawsze milej się wraca