Właśnie wróciliśmy z Warszawy i wszystko stało się jasne. Już wiem skąd problemy „brzuszkowe” Misi, te wszystkie wzdęcia i inne dolegliwości. Okazało się, że mała ma nietolerancję laktozy i to bardzo dużą nietolerancję. Pielęgniarka robiąca test wodorowy stwierdziła, że już dawno nie widziała tak wysokich wartości… Czy się martwię? hmm raczej czuję ulgę bo w końcu wiem jak pomóc małej. Musimy zmodyfikować dietę, co nie jest łatwe, gdyż Misia to mleczny stwór, ale na szczęście można kupić coś takiego jak mleko bez laktozy. Jesteśmy już po pierwszej próbie i mała stwierdziła, że może być. Póki co, odstawiamy mleko na rzecz mleka bez laktozy i obserwujemy. Jeżeli nie zlikwiduje to problemu, zaczniemy wprowadzać enzym laktozy do jogurtów, których Misia też jest fanką… Może to dziwne, ale cieszę się, że mamy tą diagnozę i w końcu będę mogła pomóc Misi, chociaż czuję lekki smutek, że mamy ją tak późno…
2h później…
Jako, że moje wpisy podlegają cenzurze 🙂 Zostałam zmuszona przez Misię, do napisania czegoś z sensem 🙂 bo wg. niej to co wyżej jest nudne 🙂 więc się poprawiam 🙂
Do Warszawy zajechaliśmy w niedzielę, razem z babcią i dziadkiem Dominiki aby troszkę pozwiedzać. I tak zaczął się maraton – Ogród Botaniczny, który zachwycał swym pięknem, potem Łazienki Królewskie a tam spotkanie z wiewiórkami i pawiami, które dumnie przechadzały się po trawnikach, mając wszystkich spacerujących w nosie 🙂 Troszkę zmęczeni wróciliśmy do domku chrzestnej Misi aby zregenerować siły. Krótki odpoczynek i dalej w miasto 🙂 Nowy Świat a potem Pałac Kultury i oczywiście wjazd na taras widokowy aby pozachwycać się ogromem stolicy 🙂 Zmęczeni ale zadowoleni zakończyliśmy dzień, by w poniedziałek rano zmierzyć się z tym co nam CZD przygotowało.
Z ogrodu botanicznego 🙂

ok córeczko? 🙂

Dodaj komentarz