Wróciliśmy z poradni mukowiscydozy w bardzo pozytywnym nastawieniu. Uwielbiam takie chwile, gdy widzę zadowolenie na twarzy lekarzy i słyszę, że wszystko jest super. To taki balsam na moje serducho. Kolejna wizyta 1 października, wtedy zobaczymy czy to co na zewnątrz ma swoje potwierdzenie w tym co wewnątrz, bo już kilkakrotnie przekonałam się, że to, że dziecko super wygląda nie oznacza, że jest zdrowe. Co roku widzimy nowe spustoszenie w organizmie małej ale póki co, pocieszające jest to, że jest ono „adekwatne do wieku”, czyli jest „dobrze”. Kilka dni temu, dorosły kolega chory na mukowiscydozę, powiedział mi, że jeszcze nie wiem co to mukowiscydoza a drugi, również chory, że nawet jego ciągle zaskakuje… Te słowa zmusiły mnie do przemyśleń… i przyznaję im rację… Ale wolę nie wybiegać za daleko i cieszyć się tym co jest dzisiaj.

Oczywiście wizyta nie obyła się bez trudnych pytań. Dobrze, ze pan doktor siedział, gdy Misia zadała mu bardzo trudne pytanie – „czy zimą , będę mogła morsować tak jak tata?”  Po małej konsternacji, dostała odpowiedz, że niestety nie. Ale to nie koniec wrażeń, bo dziecię pochwaliło się, że marzy o zwiedzeniu świątyni szczurów w Indiach 🙂 Uspokoiłam wszystkich, że my na co dzień spotykamy się z takimi „dziwnymi” pomysłami naszej córki ale oczywiście nie zamierzamy ich spełniać 🙂 Wszyscy wyraźnie odetchnęli. Teraz jeszcze wizyta w CZD i możemy cieszyć się latem 🙂