Misia wróciła dzisiaj z podwórka ze zbolałą miną. Upadła i ręka trochę boli… To taki typ, który nigdy się nie skarży, więc nie mogliśmy dojść, czy to zwykłe stłuczenie czy też coś więcej. Niestety ręka zaczęła puchnąć, ale dziecię nadal twierdziło, że nie boli, co najwyżej tylko troszeczkę. Zapakowaliśmy małą twardzielkę do auta i pojechaliśmy na „ratunkowy” do szpitala. Tam prześwietlenie nadgarstka i natychmiastowa diagnoza – złamanie. Zapakowano chudą łapkę Misi w gips i wróciliśmy do domu… Teraz czekają nas trudne tygodnie bo jak łamać rękę to oczywiście tylko i wyłącznie prawą, a co. Uzgodniłyśmy, że ja będę za mała lekcję odrabiać 🙂 znaczy pisać a ona będzie mi dyktować i to chyba najbardziej cieszy Misię… Zawsze trzeba znaleźć coś pozytywnego w trudnych chwilach, wtedy o wiele, wiele łatwiej.


Dodaj komentarz