Kto z nas nie był nigdy pod namiotem? Założę się, że tylko nieliczni 🙂 Spanie pod namiotem dostarczało wielu wrażeń. Niezapomnianych wrażeń. Pamiętając moje biwakowanie, zawsze uważałam, że to nie jest dla mojego dziecka, jednocześnie ubolewając, że będzie uboższa o to „doświadczenie”. W tym roku słuchając opowieści znajomych jak to fajnie jest „pod namiotem” postanowiłam sprawdzić oferty pól namiotowych. I bardzo się zdziwiłam, pozytywnie oczywiście. Dzisiejsze pola namiotowe to zupełnie coś innego 🙂 Ładne duże sanitariaty, świetlica, kuchnia. Przejrzałam zdjęcia i postanowiłam, że spróbujemy. Najpierw tylko na jedna noc aby zobaczyć, czy aby na pewno jest tak czysto jak na fotkach i czy aby na pewno „da się”. I po minionym weekendzie stwierdzam, że jak najbardziej DA SIĘ. Wszystko jak na zdjęciach. Inhalacja i drenaż – najbardziej uciążliwe obowiązki zostały wykonane prawie jak w domu, tylko zamiast kamizelki do oscylacji płuc – drenaż ułożeniowy. Najbardziej martwiłam się o sterylizacje sprzętu i bezpieczne jego przechowywanie, aby nie zawilgotniał ale i to się udało wzorowo 🙂 Pola namiotowe mają mnóstwo miejsc gdzie można się podłączyć do prądu, mają też lodówki, gdzie można przechować leki, jeżeli dołożymy  do tego butelkę środka do odkażania rąk i dezynfekcji mam jak najbardziej udany wypoczynek.  Wypad pod namiot uważam za udany 🙂 Dla chcącego nic trudnego 🙂 I tak oto  odkryliśmy kolejny patent na wakacje i już planujemy, że w przyszłym roku pojedziemy „pod namiot” na cały tydzień. Fajna i w porównaniu z kwaterami niedroga forma wypoczynku. I tak po raz kolejny udowodniliśmy sobie, że życie dziecka z mukowiscydozą nie musi być „uboższe” od życia jego zdrowych rówieśników. Dobra organizacja i wszystko się uda 🙂