Serce mi się kraje.. Mała siedzi i płacze… Mówi, że nie jest za mała, że będzie z koleżankami i da radę beze mnie… Nie wiem jak ją pocieszyć, bo to czego się do tej pory trzymałam nie działa…
W sumie to nie dziwię się… Program zimowiska jest naprawdę fajny, cena już mniej bo 740zł ale co tu cena.. Gdyby była zdrowa, pewnie bym te pieniądze spod ziemi wyjęła.. Poryczałam się razem z nią, bo tak mi jej szkoda…
cdn
Porozmawiałyśmy spokojnie. Mała szlocha i mówi, że jej smutno… Kilka dni temu kolega, tata chorego dziecka, powiedział mi, że psycholog radzi aby naszym dzieciom nie odmawiać niczego, tłumacząc, że nie mogą bo są chore. Trzeba dziecku mówić prawdę.. ale inną…
Trudne bardzo.. ale chcąc zastosować się to Markowych rad, powiedziałam małej, że zimowisko dużo kosztuje… że będziemy zbierały pieniążki i jak w przyszłym roku będzie jakieś to pojedzie… Tylko czy nie narobiłam sobie tym większych problemów, bo co powiem jej za rok, gdy w skarbonce pieniądze na zimowisko będą? O rany.. nie wiedziałam, że to takie trudne… że oprócz spraw związanych typowo z chorowaniem dojdą mi te natury psychologicznej… związane z dorastaniem.. nie wiedziałam, że tak szybko to nastąpi.. ona ma przecież dopiero 7 lat.. co będzie później… Masakra…
cdn.
godz.21.00
Mała już śpi a ja rozmyślam… I tak sobie myślę, że gdyby Dominika była „zwykłym” dzieckiem, które chce jechać na zimowisko, pewnie usiedlibyśmy z rodziną, sprawdzilibyśmy nasz budżet i
a) Dominika by pojechała
b) Dominika by została w domu
W przypadku b, być może mała by szukała wsparcia finansowego u babci i albo by się udało albo nie. Pewnie dramatu by nie było, bo przecież nie wszystko dzieci mogą mieć i nie na wszystko rodziców musi być stać…
Jednak mając taką Misię jaką mam, rozważań nad ewentualnym wyjazdem dziecka nie zaczynam od domowego budżetu jak zapewne robi się w „normalnych” rodzinach a od tego, że nie ma możliwości aby mała pojechała… Serce boli tylko i wyłącznie dlatego, że widzę, że ona tak bardzo chce być „zwykłą”dziewczynką ale nie jest i nie będzie… Nie siedzę i nie liczę czy moglibyśmy sobie na ten wyjazd pozwolić tylko w głowie mam jedno – CHOROBA na to nie pozwala.. i z tego powodu czuję się podle… A zapewne byłoby mi łatwiej, gdym skupiła się tylko na kwestii finansowej. Pewnie gdyby na chwilę obecną Dominika była „zwykłą” Dominiką, nie pojechała by, bo nie byłoby nas na to stać i zapewne odmowa dziecku nie spędzałaby mi snu z powiek… A tak racjonalne myślenie przysłana MUKOWISCYDOZA… Dosi może być smutno… przecież każdy ma prawo do smutku… tylko dlaczego takim dzieciom jak Misia trudniej się odmawia niż „zwykłym”? Oj łatwiej jest być mama malucha 🙂
Jeżeli dziecko będzie mi tak szybko dojrzewało, zostanę prawdziwym „myśliwym” 🙂

Dodaj komentarz