No i jesteśmy po… Zapowiadało się całkiem sympatycznie. Weszłyśmy z Dominiką do gabinetu a Pan dr zanim zdążyłam usiąść powiedział, że już zapoznał się z dokumentacją i orzekł o niepełnosprawności dziecka. Po czym powiedział abyśmy wyszły aby nie narażać dziecka niepotrzebnie na bakterie. Byłam bardzo zaskoczona taką postawą, to rzadkość. W drzwiach zapytałam jeszcze na jaki okres orzekł niepełnosprawność, ale nie otrzymałam odpowiedzi…
Potem około 30 minutowe oczekiwanie na wywiad i orzeczenie… I tutaj rozczarowanie… Przyznano orzeczenie na 2 lata i nie przyznano punktu mówiącego o prawie do zamieszkania w oddzielnym pokoju.  Będziemy się odwoływać. Przecież stan zdrowia Dominiki przez najbliższe dwa lata o ile się nie pogorszy to na pewno się nie polepszy… Mukowiscydoza to ciągle choroba śmiertelna. Pan doktor zaskoczył mnie, wzmianką o bakteriach ale chyba nie wyciągnął dalszych wniosków, po co narażać ją co 2 lata jak choroba nie rokuje poprawy.. Przecież ani nie wyrośnie, ani cudownie nie ozdrowieje…  Teraz mam 2 tygodnie na złożenie odwołania. Muszę to na spokojnie przemyśleć i napisać sensowne pismo, ale najpierw emocje muszą opaść…